DOBRANOC, ALBERCIE ALBERTSONIE

Albert jest FAJNY. Baaardzo lubimy Alberta. Trafił do nas przez przypadek, bo w wielkim kartonie od „znajomej znajomego” z rzeczami po dziecku znajomej znajomego. Zakopany był wśród puzzli, lekko zdezelowanych zabawek i wymęczonych książek. Nie znaliśmy go wcześniej i po pierwszym przekartkowaniu podeszłam do niego sceptycznie, głównie przez ilustracje, które wydawały mi się mało atrakcyjne dla trzyletniego wtedy mojego syna. Jakże sie myliłam! Po pierwszym przeczytaniu było już wiadomo, że mój syn pokochał Alberta. Ja natomiast nie mogłam się nadziwić jaka perła trafiła nam się w tym szarym kartonie zmientolonych rzeczy. Trafił nam się Albert Albertson. Naprawdę fajny gość: „To jest Albert Albertson, lat cztery. Albert czasem trochę rozrabia, a czasem jest grzeczny. Dziś rozrabia, bo jest bardzo niezadowolony, że musi iść spać.”Albert ma też super tatę: „To jest tata. Tata nigdy nie rozrabia i zawsze jest miły. Czasem aż za miły. Tak jak teraz: choć jest już późno, czyta Albertowi piękną i długą bajkę o koniu.” Dobra wiadomość jest taka, że przygody Alberta stanowią serię książek napisaną przez szwedzką autorkę i ilustratorkę Gunillę Bergströn. W Szwecji seria o Albercie…a właściwie Alfonsie (szwedzki – oryginalny Albert Albertson to Alfons Åberg) to już dobro narodowe prawie jak Pippi Pończoszanka. Seria powstała bardzo dawno temu, bo już w latach siedemdzisiątych. U nas dopiero zaczyna cieszyć się popularnością co mnie w ogóle nie dziwi. Bardziej dziwi, że tak późno.

Co jest takiego fajnego w tym Albercie? Albert to czterolatek z krwi i kości – raz potulny, innym razem denerwujący. Mieszka z tatą, który ze stoickim spokojem znosi jego wybryki, zaspokaja wszelkie potrzeby i odpowiada na każde pytanie. Tata naprawdę bardzo go kocha. Ta miłość właśnie uderza we wszystkich częściach. Taka codzienna, niepozorna, wyczerpująca niekiedy miłość do dziecka. I tu, co ciekawe, wachlarz postaci się kończy. Albert i tata. A gdzie mama? Tego nie wie nikt. Może mama jest w pracy, może nie mieszka z Albertem i tatą, a może jej po prostu nie ma. Jest za to tata, który ma z Albertem piękną więź i który cierpliwie wypełnia wszystkie swoje obowiązki. Od razu też widać, że ten duet żyje ze sobą w idealnej symbiozie.

Nam, zrządzeniem losu, trafiła się pomarańczowa książeczka opowiadająca o tym jak Albert próbuje wszystkimi siłami przeciągnąć moment pójścia spać. I tu możemy się, my rodzice, uczyć filozofii stoickiej w praktyce. Tata Alberta, wiecznie pykający fajeczkę Pan, już chyba niemłody, to prawdziwy filozof-praktyk: „Tato, poczytaj mi książkę! Tato! Zapomnieliśmy umyć zęby! Tato! Chce mi się pić! Tato! Wylało się! Tato! Chce mi się siku!…” Tato jest na każde zawołanie. Rzec by się chciało, znajomy nam scenariusz wieczorny z czterolatkiem w roli głównej. Mój syn był zachwycony pomysłami Alberta, ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Albert jest naprawdę FAJNY.

 

*Na blogu znajdziesz również recenzję innych książek z tej serii:

ALBERCIE, TY ZŁODZIEJU!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DOBRANOC, ALBERCIE ALBERTSONIE

Tekst i ilustracje: Gunilla Bergströn

Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Wydawnictwo Zakamarki

Rok wydania: Poznań 2012

Cena okładkowa: 24,90 zł

Wymiary: 17 x 23,5 cm

Oprawa: twarda

Ilość stron: 28

Wiek: 2+ 3+ 4+ 5+ 6+

Please follow and like us:

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podaj dalej!

  • Facebook
    Facebook
  • Instagram